wtorek, 9 lipca 2013

4. Dwa lata później

-Mamo! Mamo!- Itachi wbiegł do kuchni i stanął na przeciwko Naruto. Ten zaczął się rozglądać we wszystkie strony. 
Nie widziałem wyrazu twarzy syna, bo stał tyłem do mnie, a ja właśnie robiłem śniadanie dla naszej czwórki. Widziałem jedynie zakłopotanie i zdziwienie na twarzy blondyna. Biedak, nie wiedział co ma zrobić.
-Eee... Itachi... Ja jestem Na-ru-to- uśmiechnął się lekko do malca.
-Nee! Ty mama!- Mój synek zachichotał uroczo.
-Eh. No dobra. Niech ci będzie- odparł niebieskooki z rezygnacją.
- Hihi! Ma-ma! Ma-ma!- Wołał Itachi i rzucił się na Naruto.
Wyłączyłem gaz i zacząłem się śmiać. Aż po pewnym czasie brzuch zaczął mnie boleć. Ten Itachi to jednak jest mądry.
-Czego rżysz?!- Warknął nieprzyjaźnie niebieskooki.
-Musisz sobie zapuścić włosy, M-A-M-O. -Blondyn niemal się na mnie rzucił z pazurami, a jego czerwona czakra lisiego demona zaczęła być lekko widoczna.
-No już, już- przytuliłem go mocno do siebie i pocałowałem w czubek głowy.- Spokojnie mały.
Naruto mruknął coś pod nosem i schował twarz w zagłębie mojego ramienia. Wplotłem palce w jego włosy i pociągnąłem jego głowę do góry, żeby zaraz potem złożyć soczysty pocałunek na jego wargach. Blondyn cały poczerwieniał na twarzy, nie ze złości, ale z zakłopotania! To było takie urocze, że aż przechyliłem głowę i wszedłem językiem do jego ust penetrując wnętrze. Naruto próbował się wyrwać, ale puściłem go dopiero gdy już brakło mi tchu.
Wpatrywałem się mu głęboko w oczy. Chciałem go zahipnotyzować i chyba mi się udało, bo sam podszedł do mnie i dotknął dłonią mojego policzka.
-Mamo. -Szepnąłem i musnąłem jego wargi i wtem nieoczekiwanie sam do mnie przywarł! Jego biodra stykały się z moimi, aż zaczynałem czuć, lekko już, pulsującą męskość blondyna.
Przycisnąłem go do blatu szafki i teraz to ja znów dominowałem. Zacząłem zmysłowo i przeciągle poruszać biodrami sprawiając, że na twarzy kochanka zaczął pojawiać się na nowo rumieniec, który tak kochałem. Przechyliłem głowę, znów wchodząc do jego ust językiem.
-Ładnie to tak dawać taki nieprzyzwoity przykład dzieciom? Wstydzilibyście się.-Oderwałem się od Naruto i jakby nigdy nic spojrzałem się na kobietę stojącą w wejściu do kuchni.
-I mówi to ta, która wchodzi do cudzego domu bez pukania. Tak w ogóle, to mamy dzwonek przy drzwiach, on nie gryzie.
-A ty jak zawsze poważny, Sasuke. -Blondynka, która już pewnie miała 60-tkę na karku, a do tego wielkie cycki i wyglądała na co najmniej połowę młodszą niż bywa w rzeczywistości.
Tak, tak... To nasza ukochana piąta Hokage, którą tak wszyscy kochają i w ogóle, zwana także (przez Naruto) babcią Tsunade. W rzeczywistości nic do niej nie mam, bo to w końcu jej zawdzięczam swoje życie i nie tylko.
-A co cię tu sprowadza czcigodna Hokage?- Spytałem.
-Daruj sobie te zbędne formalności. Nigdy za sobą nie przepadaliśmy i teraz też się to nie zmieniło.- Spojrzała się na mnie uważnie.- Nie widzieliśmy się jakieś 2 lata, prawda?
-Nie mniej, nie więcej- odparłem i spojrzałem się na blondyna, którego trzymałem w objęciach.
-Bacia! Bacia!- Krzyknęła Hinamori i wyskoczyła z krzesełka, w którym siedziała. Rzuciła się na babcie i zaczęła się do niej tulić.
Nie powiem, było to poniekąd urocze, ale ja wolałem się napawać urokiem zakłopotanego, do granic możliwości, Naruto, którego bym z pewnością zaraz przeleciał, bo jest tak cholernie podniecający...
-Hina-chan, ładną masz sukienkę, kto ci ją dał? Pewnie tata.- Tsunade podziwiała sukienkę Hinamori.
Mała spojrzała się na mnie i pokręciła głową, potem wskazała palcem na Naruto i powiedziała:
-Mama! Mama!- Zachichotała uroczo.
-Ale, Hinamori...
-Spokojnie Babciu Tsunade.- Naruto jakoś tak posmutniał na ten swój dziwaczny sposób, a potem z oburzeniem dodał:- Itachi mnie tak przed chwilą nazwał i mała to teraz powtarza.
Zaśmialiśmy się z czcigodną Hokagę jednocześnie i z niechęcią puściłem blondyna, aby wrócić, do przerwanej czynności, którą robiłem na samym początku, a mianowicie- przygotowywałem śniadanie.
-Naruto! Mam dobre wieści.- Powiedziała nagle Tsunade pełna zadowolenia.- Możesz wrócić na stanowisko Hokage, choćby od teraz!
- J-ja...?
-To wspaniale Naruto! Czyli po tych trzech latach jak tu mieszkasz, w końcu możesz wrócić na utęsknioną posadę!
-Aż tak bardzo chcesz się mnie pozbyć? -Naru posmutniał.
-Ja? Nie. Prędzej chciałbym cię zobaczyć nagiego, przywiązanego do ramy łóżka i proszącego o...
-Sasuke, przestań! Nie przy dzieciach!- Skarciła mnie Tsunade zakrywając uszy Hinamori. -Spojrzałem się na nią ukradkiem i w ogóle nie przejąłem się jej słowami.
Siedzieliśmy już w samochodzie. Kazałem ubrać blondynowi wyjściowe kimono z długimi luźnymi rękawami, sam też takie ubrałem z tym wyjątkiem ,że innego koloru. Materiał uroczo na nim zwisał… Podczas jazdy musiałem się skupić na drodze. Nie wychodziło mi to za dobrze… Chyba jestem seksoholikiem. Prawda boli.
Zaparkowałem auto daleko od bramy między drzewami. Nie chcę wjeżdżać do miasta wolę się przejść. Uśmiechnąłem się do siebie i wyszedłem z samochodu. Podszedłem do Naruto i złapałem go za lewą rękę i pociągnąłem w stronę strażników pilnujących wejście do Konochy. Szybko się z nimi uporaliśmy, ale nie obyło się bez podziwu i zadawaniu niezliczonych pytań blondynowi. Po prostu pociągnąłem niebieskookiego za kajdanki, które mu zaczepiłem na lewej ręce, drugi koniec był uczepiony mojego prawego nadgarstka. W końcu przekonanie mieszkańców Liścia było takie, że Naruto mnie pilnuje. Więc niech tak będzie… W końcu… to może być nasze ostatnie wspólne wspomnienie…
- Sasuke! Sasuke! -Głos Naruto wyrwał mnie z zamyślenia.-Chodźmy na ramen!
-Blondyn niemal skakał z podniecenia na myśl o ramen. To chyba dlatego, że ostatnio go nie rozpieszczałem i mu go nie robiłem. A z resztą. Przytaknąłem mu i zostałem brutalnie pociągnięty do knajpki z jedzeniem. Usiedliśmy przy ladzie.
-Naruto, to naprawdę ty? -Zdziwił się sprzedawca.
-Pan Yagito-san!- Ucieszył się blondyn.-Pan Yagito, to kucharz, u którego Naruto, za każdym razem jak wracał z misji, kupował ramen. Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Ten czas, w którym byliśmy drużyną  7. Czasem myślę, że byłoby fajnie wrócić do tamtych lat. Wtedy mogliśmy wszystko, a raczej myśleliśmy, że tak jest.


Chyba po godzinie wyszliśmy z lokalu. Utrapienie. Gdybym nie wywlekł stamtąd Naruto to pewnie jadłby już 5 miskę RAMEN! Jeśli nie 7… W każdym razie, nie ważne. Zaciągnąłem tego młotka do supermarketu - w końcu po coś tu, do Konochy, przyjechaliśmy. Pozwoliłem mu wieść wózek. Jak z tego powodu można się tak cieszyć?!
Pozwoliłem mu wziąć kilka słodyczy… Mina jaką zrobił… Bezcenne… Czemu nikt mu zdjęć nie robił?! Eh… Wracając do tematu, prócz słodyczy zrobiliśmy zakupy na najbliższy tydzień. Przez cały czas trzymaliśmy się za ręce, a wszyscy dookoła byli przekonani, że Naruto jest do mnie przyczepiony kajdankami. Przyznam, że były one prawdziwe, w końcu nie tylko do tego się przydadzą… (If you now what I mean?)
Kilku mieszkańców zaczepiło nas, znaczy blondyna, bo ja jakoś specjalnie nikogo nie interesowałem. Mało który zauważył, że stoję koło Uzumakiego, albo po prostu udawali, że mnie tam nie ma. Szczerze, mam to gdzieś, myślałem tylko o powrocie do domu.
Nie! Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie… Błagam! Wszystko byle nie ona!
-Krzyczałem w myślach próbując jakoś przekazać tej różowo-włosej poczwarze, żeby nie szła w naszą stronę, ale nie, ona musi zrobić mi na przekór.
-Naruto! Sa-su-ke-kun. -Zawołała Sakura i dogoniła nas ciągnąc z sobą swojego „chłopaka”, który „wcale nie był do mnie podobny”. Nie… W ogóle.
-Sakurka! Hej! -Wyszczerzył się blondyn. -Dawno się nie widzieliśmy.
-Mów, Sasuke, co u was słychać? -Wlepiała we mnie te swoje wielkie oczy, uh! Przerażające. - Z tego co słyszałam od pani Tsunade, Naruto ma zostać 6 Hokage. I co, Sasuke, wrócisz do wioski, w końcu Naruto nadal ma misę cię pilnować…-To ostatnie już wyszeptała.
-A kto powiedział, że Naruto mieszka ze mną tylko i wyłącznie z tego powodu? - Spytałem obojętnie mierząc wzrokiem jej chłopaka beznamiętnym spojrzeniem.
-Nie ważne, ale wracasz do wioski, prawda?
-To zależy od Itachiego, nie ode mnie. -Spiorunowałem ją wzrokiem.
-A… A mogę cię czasem odwiedzić, pani Tsunade mówiła, że nie lubisz gości, ale stary przyjaciel chyba może cię odwiedzić? -Spojrzała się na mnie uwodzicielsko.
Czy jej nic, do tego różowego łba nie dociera, że mnie nie interesuje?! Po co ona się tak do mnie przystawia?! Ma przecież tego swojego chłopaka. A! I dowiedziałem się jak ma na imię, ale nie od niej. Albowiem imię jego brzmi: Sai.-Ależ oczywiście, że możesz, ale nie wiem czy zniesiesz to co tam zobaczysz.- Przeszyłem ja wzrokiem.
Jedynie się zaśmiała.
-Nie żartuj, co niby może być strasznego u ciebie w domu? -Spojrzałem się na nią z politowaniem i przewróciłem oczami. Złapałem Naruto i przyciągnąłem do siebie składając na jego ustach delikatny pocałunek. Nie mogłem z wyrazu twarzy Uzumakiego, powoli zaczęło robić mi się ciasno w bokserkach.
-Nie żartuj sobie, Sasuke, zawstydzasz tylko Naruto. -Przechyliła głowę w bok śmiejąc się.
Czy do niej naprawdę nie docierało to, co przed chwilą zrobiłem? Na pewno myśli, że się zgrywałem. Co ja za to mogę. Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas, a raczej to ona nadawała o wszystkim i o niczym. Zaczeliśmy się nudzić , bo ta nawiedzona kobieta nie dała ,Anin mi ,ani Naruto nawet ust otworzyć. Metodą prób i błędów udało mi się ją zbyć. Już myślałem, że sobie nie pójdzie, ale jednak, udało mi się.
Wysłałem klona, aby zaniósł zakupy do auta, a ja sam spacerowałem z Naruto po mieście. Tak właściwie to nie wiem co ja tu jeszcze robię.
-Ne, ne, Sasuke. –Uśmiechnął się do mnie Naruto. -Chodźmy na lody!Nie przepadam za słodyczami , ale dałem się namówić. Przechodziliśmy właśnie koło placu zabaw. Nie sądziłem ,że akurat na tym placu będzie czcigodna Hokage. Dzieci, praktycznie od razu się na nas rzuciły śmiejąc się od ucha do ucha.
-Jak wy możecie z nimi wytrzymać? Przecież tego nie da się dogonić! -Odparła zadyszana Tsunade.
-Normalnie, mamy duży ogród siedzimy na werandzie i dajemy im wolną rękę do zabawy.-Odparłem.
Pani Hokage zmierzyła nas jedynie wzrokiem i pokręciła głową z niedowierzaniem.
-Tak, tak… No, to ja się już zwijam, papa! -I już jej nie było. Dosłownie zniknęła sprzed naszych oczu.
Tak, jak obiecałem Naruto, poszliśmy na lody, ale wzięliśmy tylko trzy. Hinamori siedziała mi na barkach, Itachi szedł obok blondyna trzymając go za rękę. Uzumaki co chwilę podtykał mi swojego loda pod nos, więc skończyło się na tym, że zjedliśmy go na pół. Był nawet smaczny.
Znowu te irytujące spojrzenia. Wlepiali we mnie wzrok, jakbym był trędowaty, albo popełniał jakieś świętokradztwo. Co jest z tymi ludźmi?! Naprawdę jestem aż tak egzotycznym okazem? Ciekawie.
Wyjechaliśmy z wioski. Dzieci w drodze powrotnej posnęły w samochodzie. Uroczy widok. Zanieśliśmy ich do pokoi ,a potem sami zajęliśmy się swoimi sprawami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz